Świat w stanie totalnej wojny

W wojnie informacyjnej nie chodzi wyłącznie o podawanie fałszywych informacji. Argumentacja nie ma na celu przekonania przeciwnika, ale jego dezorientację. To Leninowska strategia oparta na założeniu, że ludzie, którzy nie mają zaufania do informacji są łatwiejsi do kontrolowania.

 

Twitter usunął właśnie kilka kont, które miały posłużyć do obejścia zakazu działania Alex Jonesa i Infowars. Rzecznik firmy potwierdził tę informację, ale odmówił dodatkowego komentarza. Wiemy jednak, że na początku września użytkownicy @realalexjones i @infowars otrzymali permanentnego bana za tweety i filmy wideo, które naruszały zasady tego medium. O co mogło chodzić? Informacji na ten temat dostarczają wyniki arcyciekawych badań zespołu profesor Kate Starbird z University of Washington w Seattle.

 

Alternatywna rzeczywistość

Przez trzy lata kierowane przez nią laboratorium prowadziło badania nad tym, jak ludzie rozpowszechniają plotki w Internecie podczas wydarzeń kryzysowych. – Przyjrzeliśmy się klęskom żywiołowym, takim jak trzęsienia ziemi i huragany, a także wydarzeniom spowodowanym przez człowieka, takim jak masowe strzelaniny i ataki terrorystyczne – wspomina Kate Starbird. Naukowcy skupili się na Twitterze – Z biegiem czasu zauważyliśmy, że podobny rodzaj plotek pojawiał się zawsze po każdym z wywołanych przez człowieka wydarzeń kryzysowych. Opierał się na spiskowej teorii, czy też alternatywnej narracji dotyczącej zdarzenia. Rzekomo miało wcale do niego nie dojść, ewentualnie aktu terroru dokonał ktoś inny niż podejrzani z oficjalnych komunikatów – twierdzi Kate Starbird. Po raz pierwszy nasiliły się one w 2013 roku, po zamachach podczas maratonu w Bostonie. Nieznane źródła twierdziły, że prawdziwymi zamachowcami byli amerykańscy komandosi z Navy Seals. Później właściwie każdy podobny incydent rodził podobną teorię spiskową.

Ciekawy był sposób rozpowszechniania tych informacji – okazało się, że jednocześnie pojawiało się kilka tysięcy tweetów łączących się z artykułem na stronie InfoWars. Pod względem wolumenu (mierzonego tweetami na minutę), większość plotek związanych z kryzysem szybko rośnie, a następnie w podobnym tempie znika. Jednak te alternatywne narracyjne pogłoski rozwijały się wolniej, a potem zwlekały, przenikały i płynęły przez dni lub tygodnie (lub lata). Jeden użytkownik przez długi czas wysyłał zwykle wiele informacji, a dodatkowo spora była także różnorodność domen, w tym alternatywnych witryn medialnych, takich jak InfoWars, BeforeItsNews i RT (inaczej Rosja Today). Kilka z tych plotek miało również silną obecność w “botnetach” – innymi słowy, wiele uczestniczących kont na Twitterze nie było “prawdziwymi” osobami, ale były obsługiwane przez program komputerowy kontrolujący dużą liczbę kont.

 

Dziwni sojusznicy

W celu badawczym zbudowano wykresy sieciowe, które ujawniły związki między różnymi kontami na Twitterze – oraz między różnymi „społecznościami” uczestniczącymi w tych alternatywnych narracjach. Wyniki były dezorientujące . Dlaczego pro-palestyńskie konta łączyły się z europejskimi białymi nacjonalistami, a pozornie lewicowi zwolennicy WikiLeaks działali wspólnie z pozornie prawicowymi zwolennikami Donalda Trumpa? To nie miało sensu. Jednak istotna okazała się też konwergencja różnych konspiracyjnych tematów. Każda domena, która hostowała artykuł promujący alternatywną narrację, zawierała również treść odwołującą się do innych teorii spiskowych o GMO, szczepionkach etc. Mimo to duża część treści w tej sieci okazała się propagandą polityczną. W przeważającej części skupiała się ona wokół „antyglobalizmu”. Termin ten był używany był do oznaczania kompletnie różnych rzeczy – np. antyimigracja, anty-zachodni imperializm, antykorporacja, anty-media. Niepokojąco pobrzmiewały również silne prądy antysemickie (czasem wyraźne, czasem mniej). Stanowiska te wydają się w jednym punkcie zbieżne i stosowane w celu wsparcia ideologii nacjonalistycznych w Stanach Zjednoczonych i innych krajach. – Zauważyliśmy również, że treści sugerują użycie celowej taktyki dezinformacyjnej – mającej na celu wywołanie ogólnej nieufności do informacji – podkreśla Kate Starbird. Jednak badacze nie posunęli się do stwierdzenia, że to dość oczywisty trop wskazujący na rosyjskie pochodzenie tych treści. Podobna dezinformacja miała miejsce już w czasach Włodzimierza Lenina, czyli sto lat temu. Warto więc chyba tym bardziej zbadać siłę wpływu tych mediów na globalną perspektywę.

Autor: Krzysztof Maciejewski – redaktor prowadzący w Creditreform Polska