Nie spieszmy się do Internetu Rzeczy

autor gościnny

, Technologie

Internet Rzeczy (Internet of Things) będzie bez wątpienia następną, wielką rewolucją informatyczną i sprzętową. Niestety, już dziś narosło wokół niego sporo mitów, które mogą udaremnić właściwe korzystanie z tego dobrodziejstwa technologii

Internet Rzeczy będzie potencjalnym źródłem znacznego wzrostu i szybko staje się kluczem do sukcesu organizacji. Co więc powstrzymuje w tym momencie postęp? Po części to, że rosnące mity wokół IoT mają tendencję do wyprzedzania rzeczywistości. Warto na samym początku „oddzielić ziarno od plew”.

Nie myśl o całym świecie

Największy mit związany z IoT, który doprowadził do pierwszych bolesnych rozczarowań zawiera się w kompletnie nieprawdziwym (w tym kontekście) powiedzeniu: „Idź na całość, albo idź do domu”. Tymczasem w każdym przedsięwzięciu – a więc i w przypadku IoT powinniśmy wybierać podejście mierzalne. Zresztą IoT to długoterminowy trend, który obiecuje poprawić biznes w czasie, a nie krótkotrwała moda, która zmieni wszystko z dnia na dzień. Właśnie dlatego proces od samego początku ma kluczowe znaczenie. To nie jest arena rzymskiego Koloseum. W swoim pośpiechu, by być pierwszym, wielu wczesnych użytkowników zbytnio zainwestowało w sprzęt, nie wiedząc, jakie problemy biznesowe muszą rozwiązać, z jakimi trudnościami musieliby się zmierzyć, i jakie procesy biznesowe będą miały na to wpływ. Z kilkoma wyjątkami ten sprzęt stoi teraz na półce zbierając kurz.

Największe sukcesy odnoszą firmy, które pilotują staranne wdrożenia typu proof-of-concept. Oznacza to przyjęcie ram czasowych i testy w swoim specyficznym środowisku. Wielu uważa, że ​​wdrożenie urządzenia IoT jest kosztowne, ale po poprawnym wykonaniu przyjętych procedur IoT stanowi mniej niż 10 procent budżetów IT.Innym błędem jest planowanie długiej, kompleksowej inicjatywy transformacji cyfrowej. Ale znów – warto zacząć od nieco drobniejszych zmian. Być może najbardziej prostym, bezpiecznym i sprawdzonym sposobem rozpoczęcia inicjatywy transformacji cyfrowej jest rozpoczęcie od EMM (Enterprise Mobility Management). Postrzegamy IoT przez pryzmat wszechobecnych czujników i monitorów, ale w rzeczywistości niektóre z najprostszych rozwiązań mogą doskonale zadziałać na smartfonach i laptopach. Zbyt szybka implementacja prowadzi też do sytuacji, w której pracownicy IT więcej czasu spędzają na monitorowaniu różnorakich systemów zamiast na robieniu postępów.

A może na zewnątrz?

Kolejną wadą spieszenia się do zakupu sprzętu bez dogłębnego zrozumienia kwestii biznesowych jest to, że łatwo można skończyć z niewłaściwym systemem. Użytkownicy końcowi są ograniczani przez wszystko, co może zrobić zwykły sprzęt. Frustracja prowadzi do tego, że ludzie decydują, że łatwiej jest znaleźć inny sposób pracy niż korzystanie z systemu IoT, co często prowadzi do całkowitego porzucenia projektu. O wiele inteligentniejsze jest wykonywanie niewielkich implementacji proof-of-concept. Podczas zbierania informacji zwrotnych z pola można szybko zidentyfikować ograniczenia sprzętu, a następnie określić, co należy zrobić. Dostawca IoT ze sprawdzonymi partnerami w zakresie sprzętu komputerowego często może prosić o niestandardowe, ulepszone produkty o możliwościach, które mogą odróżnić udany projekt od nieudanego.

Dość często skupiamy się także na rozwiązaniach punktowych. Tymczasem powód, dla którego punktowe rozwiązania działają kiepsko na IoT, tkwi w samej nazwie: to Internet Rzeczy, – liczba mnoga – a nie jeden podmiot. Kiedy projekty są nieskoordynowane, firmy często kończą na posiadaniu zestawu niezwiązanych i nieudolnych rozwiązań. Każde z nich można nawet uznać za “najlepsze” dla konkretnego zadania, lecz często nie są idealne dla kompletnego, skoordynowanego systemu. Przedsiębiorstwa uważają, że mądrzej jest wykorzystać IoT jako usługę, aby szybko i sprawnie wdrożyć rozwiązania i połączyć się z ich aplikacjami biznesowymi. Zwykle są one oferowane jako usługi zarządzane z kompleksowymi możliwościami i sprzętem, aby z powodzeniem opracowywać i wdrażać IoT w swojej istniejącej działalności bez konieczności posiadania wykwalifikowanych zasobów lub ciężkich inwestycji sprzętowych. To pozwala na skupienie się na swojej podstawowej działalności, zamiast tracić czas i zasoby na tworzenie nowej sieci zamartwianie się implementacją.

Autor: Krzysztof Maciejewski – redaktor prowadzący w Creditreform Polska