Edward Mężyk o roli big data w biznesie – wywiad

Wywiad z Edwardem Mężykiem, CEO w Datarino (Up2Data Sp. z o.o.), firmie specjalizującej się w projektowaniu rozwiązań do zarządzania dużymi zbiorami danych. Innowacyjny przedsiębiorca i ekspert w dziedzinie Big Data, w tym w analizie danych oraz tworzeniu i zarządzaniu hurtowniami danych. Od wielu lat odpowiada za realizację nowatorskich projektów analitycznych – kierował m.in. zespołem profesjonalnych Data Scientists, z którym stworzyli jedną z największych hurtowni danych w Polsce. Wierzy, że informacja to silnik napędzający rozwój i w myśl tej idei wspiera organizacje w zdobywaniu unikalnej wiedzy z danych. Autor licznych projektów badawczych. O wartości danych opowiada w autorskich publikacjach, jak również podczas licznych konferencji branżowych.

 

Rynek Informacji: W którym momencie zaczyna się big data? Mówi się, że to duże zbiory danych, ale czy to naprawdę jest taki wielki worek, do którego można wrzucić niemal wszystko?

Edward Mężyk: Rynek big data jest taką chmurą, do której bardzo dużo rzeczy trafia. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że ten rynek składa się z kilku warstw. Pierwsza to warstwa sprzętowa, najbardziej trafna jeśli chodzi o rozmiar danych, bo dzisiejszy sprzęt pozwala stosunkowo niewielkim kosztem przetworzyć ogromne ilości danych. Druga to warstwa baz danych i najwięksi gracze czyli vendorzy tacy jak IBM, HP czy Intel. Te największe korporacje bardzo promują big data samą w sobie ze względu na to, że będąc producentami nowych rozwiązań bazodanowych, muszą też same stworzyć rynek na własne produkty. I w tym kontekście najsilniejszym stwierdzeniem definiującym big data jest właśnie wielkość tudzież szybkość przetwarzania danych. Ciężko powiedzieć, kiedy dokładnie zaczyna się big data, bowiem wiele tu zależy od punktu widzenia/miejsca w którym jesteśmy. Ocena będzie względna. To trochę jak w budownictwie – w Polsce zachwycamy się wieżowcami, które mają trzydzieści parę pięter, ale w Nowym Jorku taki budynek to zaledwie kamienica i na nikim nie robi takiego wrażenia. Podobnie będzie z ocenianiem rynku – Internet będzie mówił zupełnie co innego niż twardy rynek, np. samochodów, i będzie to wynikać z tego, że operują zupełnie innymi danymi, mówią o innych ilościach. Niemniej jednak moment, w którym zaczyna się mówić o big data, wychodząc z tego rynku software’owego, to moment, w którym zaczynamy korzystać z narzędzi wytworzonych pod kontem przetwarzania dużej ilości danych.

 

RI: Tego typu rozwiązania są mocno wykorzystywane przez branże takie jak finansowa, ubezpieczeniowa, handlowa czy farmaceutyczna. A jak wygląda korzystanie z big data w średnich i małych przedsiębiorstwach?

EM: Te branże dopiero uczą się korzystać z big data, przynajmniej na naszym rodzimym rynku. Choć tu trzeba uważać, bo trochę zamieszania wprowadza z definicji podział na małe i średnie przedsiębiorstwa. Bo są przedsiębiorstwa uważane za średnie lub wręcz małe, np. spółki internetowe, które zatrudniają mniej niż 100 osób i nie przekraczają pewnych dochodów, ale obracają ogromnymi ilościami danych, takimi których nie powstydziłyby się banki czy inne korporacje i co więcej, one używają tych narzędzi, których używają banki i korporacje, tylko że robią to efektywniej kosztowo, bo szukają wersji open source, które nie kosztują nic, poza tym, że trzeba się ich nauczyć.

Oczywiście oprócz spółek internetowych i dużych, bogatych branż mamy też firmy, które w ogóle nie korzystają z big data. Na przykład drobny przedsiębiorca, który prowadzi sklep specjalistyczny, z produktami mało popularnymi na rynku – dla przykładu, ma sklep nurkowy. Wiemy, że są jakieś sieci sklepów nurkowych, że te firmy sobie całkiem nieźle radzą, że są w wielu miastach itd., ale to jest za mała branża, zbyt hermetyczna, żeby używać w niej big data. W takim wypadku przeważnie sprzedawcy znają całe swoje środowisko. Ile jest nurków specjalistycznych w Polsce? Pewnie parę tysięcy. Wystarczy pojawić się na paru zawodach, zasponsorować parę jednostek i umieć dotrzeć tylko do tego grona, które się nurkowaniem zajmuje. Gdy mówimy o takim rynku, w którym mamy jeden wąski segment, bardzo dobrze opisany i oferujemy produkty tylko i wyłącznie dla tego segmentu, to narzędzia do big data mogą być po prostu niepotrzebnymi wydatkami. Big data jest potrzebna wtedy, gdy mamy duży przekrój potencjalnych klientów, których nie znamy, albo znamy, tylko niewiele o nich wiemy.

Są też oczywiście firmy, które korzystają z big data, ale robią to nieświadomie lub tylko fragmentarycznie. Najprostszy przykład: Google AdWords czyli taki sklep nurkowy idzie do Google i kupuje reklamę kontekstową, bo chce znać każdego, kto wpisuje nurkowanie w wyszukiwarkę, a Google z tyłu ma big data, więc tak naprawdę taki przedsiębiorca korzysta z big data, tylko że pośrednio. I ten segment jest już bardzo duży. No bo mamy reklamę w Google, mamy też na Facebooku i z tego korzystają praktycznie wszystkie segmenty, które sprzedają cokolwiek przez Internet.

 

RI: Można by więc zaryzykować stwierdzenie, że z big data korzysta właściwie większość firm i przedsiębiorców. W jaki sposób tak różne segmenty z big data korzystają?

EM: Jest wiele firm, które postawiły na narzędzia big data i potem złapały się na tym, że nie wiedziały, co robić dalej. Dostarczają sobie np. raporty wewnątrz firmy i korzystają z tego w jakiś tam sposób, ale nie mają żadnych produktów, które przetwarzały by np. dane dla klientów w czasie rzeczywistym.

Myślę, że rynek danych, trzeba już traktować troszeczkę jak rynek waluty, gdzie dane stają się walutą. Każdy kto posiada dane, posiada jakąś siłę nabywczą za te dane i teraz im więcej mamy waluty, tym bardziej potrzebujemy zaawansowanych narzędzi do ich przetwarzania. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy takim zwykłym, szarym Kowalskim, który w portfelu nosi jakąś gotówkę. Żeby korzystać z waluty potrzebuje  portfela i ewentualnie punktów, w których może je wydać czyli zamienić tą walutę na jakieś dobra. Gdy popatrzymy na małe firmy, to każda mała firma posiada jakieś dane i potrzebuje prostego miejsca do ich przechowywania. Może mieć prostą bazę danych albo konto bądź sklep internetowy. Ich decyzją jest czy chcą zamienić te dane na jakąś wartość: pójść do firmy, która skupuje dane czy próbować wykorzystywać te dane tylko na swoje potrzeby. Jeśli ktoś ma trochę więcej gotówki, np. bank, to wiadomo, że musi mieć całą infrastrukturę w postaci sejfów, maszyn do liczenia tych pieniędzy itd. Tak samo jest na rynku big data – rynek big data to jest po prostu rynek, na którym dane są walutą. Mamy firmy, które mają ogromne liczby danych i  musza już mieć narzędzia do przetwarzania big data, ale są też małe firmy, które za portfel używają Google AdWords czy Facebooka i w zupełności im to wystarcza. Mali i średni przedsiębiorcy zamieniają mikrodane na wartości w postaci zakupów w sklepach albo w postaci kontaktu z klientem, ale oczywiście tych celów może być oczywiście cała masa.

 

RI: Często jest tak, że firmy starają się pozyskać zbyt dużo szczegółowych danych z różnych źródeł, podczas gdy większość z nich nigdy nie będzie wykorzystana. Jak efektywnie korzystać z big data?

EM: To jest tak samo trudne, jak w przypadku pieniędzy. Dopracowaliśmy się w środowisku paru wytycznych. W sektorze finansowym zawsze mówią: oszczędzaj albo licz dobrze, żeby cię nikt nie oszukał. A w branży danych będzie tak: dbaj o bezpieczeństwo danych, bo niezależnie od tego, jakie dane masz, to ich wyciek może spowodować jakieś reperkusje, które mogą być nieprzyjemne. Pamiętaj, że dane mają wartość i zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie zamieni się na coś innego za twoje zasoby; pamiętaj, żeby nikogo nie skrzywdzić wykorzystując dane w sposób biznesowy; korzystaj z narzędzi, które są na twoje siły.

Natura podpowiada nam, że jak mamy dużo, to gromadźmy jeszcze więcej i taki też jest biznes. Warto gromadzić nawet te dane, które w danym momencie wydają nam się niepotrzebne. Trzeba tylko wszystkie je mieć w jednym miejscu i tak posegregowane, żebyśmy wiedzieli czego i ile mamy. Bo jeśli mamy dużo danych, to mamy dużo waluty. Gdy chcemy czuć się bezpieczniej, chcemy mieć więcej wartości to musimy gromadzić więcej danych. Na pewno znają państwo osoby, które trzymają  pieniądze w skarpecie, pod materacem. Podobnie jest z firmami – mogą i nawet powinny mieć dużo danych, nawet jeśli to maja być dane „pochowane” pod materacem. Pomysł na ich wykorzystanie to tylko kwestia czasu. Gdy pieniędzy będzie wystarczająco dużo to postanowią albo zatrudnić specjalistę, który im powie, co z tym zrobić albo postanowią same pochylić się nad danymi i zbudować wewnętrznie kompetencje do zarządzania zebranymi informacjami. Oczywiście jedni robią to wcześniej, inni później, jedni mniej lub bardziej udolnie, a inni zrobią to w taki sposób, że skrzywdzą połowę swoich klientów, ale na koniec dnia to jest dokładnie to samo – można trzymać te dane pod materacem i nic z nimi nie robić, nie mając korzyści z ich posiadania, a można danych mieć stosunkowo niewiele, ale umiejętnie z nich korzystać i bardzo szybko je pomnażać.

 

RI: Czy da się określić, jaki trend obiera big data? W którą stronę idzie, czy np. widać, że określone rynki zaczynają się szczególnie otwierać na tego rodzaju rozwiązania?

EM: Raczej mówiłbym o tym w kontekście wielkości przedsiębiorstw i ich segmentów, a nie trendu rynkowego. Bo w takim przecięciu poziomym coraz więcej średnich firm zaczyna myśleć o danych. Oczywiście rynkiem wiodącym są firmy digitalowe czyli media, internet, gry – to są sektory, które już potrafią bardzo dobrze wykorzystywać dane. Bardzo silnie wschodzącym segmentem danych jest automotive – słyszymy już o samochodach, które jeżdżą same; o samochodach, które danymi się między sobą wymieniają – do tego potrzeba bardzo dużo materiału. Ta branża już wie, że dane mają ogromną wartość. Na pewno na szarym końcu w wykorzystywaniu big data są rynki produkcyjne, przemysłowe typu huty stali – one mają tak ściśle i dobrze opisany swój rynek, że ciężko znaleźć zastosowanie danych, które by jakoś drastycznie zmieniło branżę albo nie zostało jeszcze wymyślone. Jak tylko zostanie wymyślone, to jestem przekonany, że adaptacja będzie bardzo szybka.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Marta Dzienkiewicz